Opowiadanie
[]A figa, nie oddam.
Ale może kiedyś wrócę.
komentarze odautorskie
komentarze [1][#]Brak czasu, rzadki dostepd do komputera - nie mam jak pisać. Ale blog nie jest porzucony, co to to nie.
komentarze odautorskie
komentarze [1][7]Hestia otworzyła z trudem oczy i rozglądnęła się dookoła.
- Obudziła się! Obudziła się! - Do jej uszu dobiegł głos brata siedzącego w nogach łóżka.
- Młody człowieku, jestem pewien, że twojej siostrze krzyki nie pomogą. Musi mieć teraz spokój. - Magomedyk uśmiechnął się serdecznie do chłopca i podszedł do blondynki z fiolką soczyście zielonego eliksiru. - Proszę to wypić, panienko, to na wzmocnienie.
Apollo tym czasem usunął się w cień pokoju spoglądając to na siostrę i lekarza, to na rodziców stojących w drzwiach. Hestia natomiast posłusznie przyjęła specyfik jednocześnie dostrzegając Antoniusza.
- Ojcze! Proszę, powiedz mi co się stało z Tomem? Muszę to wiedzieć! - zawołała wpatrując się w niego w oczekiwaniu i kompletnie ignorując obecność pozostałych osób.
- Dziecko, opanuj się. Toż to nie przystoi ludziom o takim pochodzeniu jak my - odpowiedział spokojnie nie zwracając uwagi na zadane pytanie. - Panie Synerge*, niechże jej pan coś poda na uspokojenie. O ile się nie mylę, jej wzburzenie raczej szkodzi zdrowiu...
Magomedyk bez słowa przywołał ze swojego podręcznego kufra odpowiednią fiolkę i ponownie podał Hestii. Ta jednak założyła ręce na piersi i zacisnęła usta.
- Apollo, wyjdź. - Antoniusz odezwał się zimno do syna nawet na niego nie spoglądając.
- Ależ ojcze... - Dwunastolatek nie ruszał się z miejsca, natomiast Synerge i Faustine ulotnili się dyskretnie z komnaty młodej arystokratki.
- Wyjdź natychmiast - powtórzył mężczyzna głosem nie znoszącym sprzeciwu. - Muszę rozmówić się z twoją siostrą.
- Też mam prawo być przy tym - wyrwało się chłopcu. Gdy zdał sobie sprawę ze swoich słów wręcz skulił się w sobie.
- Nie chcę posuwać się do ostatecznych metod, Apollo. - Mężczyzna zwrócił się do syna nieco łagodniejszym, lecz nadal lodowatym, głosem. - Mój czas jest cenny, chyba o tym pamiętasz?
- Tak jest, ojcze. - Brunecik posłusznie skierował się do wyjścia, ale w drzwiach odwrócił się nagle i zawołał:
- Hes, on żyje! Jest ranny, ale...
- Synu, bądź łaskaw iść do swojej komnaty i poczekać tam na mnie, musimy mu porozmawiać - przerwał mu Antoniusz. - Racz też odwołać swoje najbliższe spotkania z Satine, nie będziesz miał czasu na zabawy.
Chłopiec nie odezwał się, zacisnął tylko usta, prawie identycznie jak siostra, i skierował się do swego pokoju.
***
Natalie pomachała jasnowłosej przyjaciółce, która właśnie pojawiła się na peronie wraz z bratem i matką. Już miała do niej podbiec i przywitać się, kiedy dostrzegła zbliżającego się w ich stronę Lucjusza Malfoya. Zaklęła cicho, po czym skierowała się w stronę pociągu z zamiarem znalezienia wolnego przedziału.
Tym czasem Hestia modliła się w duszy do wszystkich znanych jej bogów i magów, aby ojciec Dracona jedynie przywitał się i natychmiast udał dalej. Nadaremnie.
- Cóż za spotkanie! - Lucjusz uśmiechnął się, lecz uśmiech ten nie dotarł nawet do oczu. - Nasze gniazda znowu opustoszeją na długi czas, czyż nie?
Dziewczyna przewróciła oczami i rozglądnęła się po peronie. Jak zwykle było tłoczno, huczno i gwarno, wszyscy gdzieś pędzili, lokomotywa pogwizdywała. Kolory i głosy mieszały się ze sobą tworząc wielobarwną tęczę. W tłumie mignęła jej czupryna Sunshine, by po chwili zniknąć ponownie.
- A gdzie, Lucjuszu, zgubiłeś swojego syna? - Matka dwójki uczniów zainteresowała się uprzejmie jedyną latoroślą swojego rozmówcy.
- Ach, Draco jest prefektem - odpowiedział protekcjonalnie. - Ma mnóstwo obowiązków na początku roku... To przykre Hestio, że Dumbledore i McGonnagal nie wybrali cię na prefekta Gryffindoru, wszak pochodzisz z najlepszej rodziny.
Blondynka wyrwana z zamyślenia spojrzała nieprzytomnie na Lucjusza.
- Buja w obłokach ta twoja pociecha, jak nikt, droga Faustine. - Malfoy zmrużył drapieżnie oczy. - Nie wdała się ani w ciebie, ani w Antoniusza.
- Dorasta, musisz jej to wybaczyć. - Pani Tangle uśmiechnęła się czarująco. - Jestem pewna, że Draco również przeżywał takie chwile.
- Kilka lat temu, ale twarda ręka potrafi w błyskawicznym tempie zdziałąć cuda.
- Antoniusz ma słabość do Hestii. - Kobieta zalotnie przeczesała dłonią włosy.
- Córeczka tatusia, rozumiem. - Lucjusz skwitował ironicznie spoglądając na dziewczynę.
Ta tylko wydęła usta, taktownie nie wtrącając się w dyskusję starszych. Starszy z Malfoyów przerażał ją, ale przy rodzinie czuła się nieco pewniej i bezpieczniej.
- Och, te twoje przezabawne komentarze. - Faustine roześmiała się przemiłym dla ucha głosem, po czym zwróciła się do starających się ukryć zniecierpliwienie potomków:
- Hestio, Apollo, już chyba najwyższy czas, żeby iść do pociągu.
- Nareszcie - mruknął chłopiec żegnając się razem z siostrą ze starszymi. Lucjusz po raz kolejny uśmiechnął się drapieżnie spoglądając na dziewczynę. W końcu młodzi arystokraci udali się do pociągu.
- Hes, chciałbym już być na tyle duży, żeby rozmawiać z dorosłymi - stwierdził Apollo przeciskając się między tłoczącymi się w korytarzu uczniami. - Ale ty już niedługo będziesz pełnoletnia, zazdroszczę ci, wiesz? Czy ciebie też nudzi to czekanie, podczas gdy oni rozmawiają?
- Nie tylko nudzi, ale i męczy. Zwykła farsa, podczas której tracę czas - odpowiedziała zaglądając do każdego przedziału w poszukiwaniu przyjaciółki.
- Właśnie! W tym czasie mógłbym porozmawiać z chłopakami o najbliższym meczu Quidditcha z... O, Sam, cześć! - Pol dostrzegł znajomego Ślizgona o chytrym wyrazie twarzy, pomachał siostrze na pożegnanie i zniknął za najbliższymi drzwiami.
Dziewczyna westchnęła tylko i podążyła dalej szukać Natalie. Kiedy w końcu przywitała się ze wszystkimi możliwymi znajomymi i dotarła do ostatniego wagonu, znalazła ją siedzącą samotnie w jednym z przedziałów. Blondynka z ulgą opadła na pluszowe siedzenie.
- Myślałam, że zostanę tam na zawsze - mruknęła spoglądając na zmieniający się za oknem krajobraz.
- Dobrze, że nie było twojego ojca. - Natalie uśmiechnęła się czochrając jasne włosy Hestii. - Co z tym twoim Tomem?
- Jest ranny, ale to nic poważnego - odpowiedziała spokojnie. - Apollo mi powiedział. Pytałam się ojca, ale wolał porozmawiać ze mną o tym, że arystokratka taka jak ja powinna być opanowana i spokojna. Nawet nie wiesz, jak mnie te wszystkie konwenanse irytują...
- Hes, słońce, przestań o tym myśleć. Tom jest cały i zdrowy, twój ojciec został w Tangle Manor, a ty możesz w Hogwarcie zapomnieć o większości zasad.
- Jesteś niepoprawną optymistką, Natalie - skwitowała ze śmiechem blondynka całkowicie się rozluźniając.
- Nie na darmo jestem promyczkiem. - Roześmiała się przyglądając zamokniętej szybie pociągu.
Gryfonki pogrążyły się w rozmowie, zwierzając się ze swoich przygód i problemów, wymieniając ploteczkami i dopiero tuż przed końcem podróży przerwały i zaczęły pospiesznie przebierać się w szkolne szaty. Nagle drzwi przedziału otworzyły się i do środka wszedł niewysoki, długowłosy brunet w zawiązanym krzywo krawacie w kolorach domu lwa. W dłoniach ściskał pomarańczowo-zieloną deskorolkę.
- Proszę, proszę, jakie nietypowe przyjęcie syna marnotrawnego... - Parsknął śmiechem. - Dziewczynki, nie musicie się rozbierać, naprawdę.
Zaskoczona Hestia zaplątała się w swoją szatę i dopiero po chwili udało jej się wydostać głowę na zewnątrz. Nie wierząc, przetarła oczy.
- No, Hes... - Chłopak** odłożył ostrożnie deskę i rozpostarł ręce. W końcu doczekał się reakcji - dziewczyna w szacie założonej tył na przód rzuciła mu się na szyję.
- Russel! Russel, to niemożliwe!
- Młoda, zlituj się i mnie nie duś - jęknął przytulaąc ją z szerokim uśmiechem.
- Co ty tu robisz? - zapytała odrywając się od niego i poprawiając swoje ubranie.
- Peace, błagam, powiedz, że to jest tylko koszmar, z którego zaraz się obudzę. - Natalie zdecydowała się w końcu odezwać i podejść do Gryfona w celu przywitania.
- Niestety kotku, z tego koszmaru się nie obudzisz. - Uśmiechnął się słodko, po czym skoczył na pluszowe siedzenie. - Mohnküchen*** nie umywa się do Hogwartu.
- Przyznaj się, wyrzucili cię? - zapytała z ożywieniem Hestia siadając obok niego i poprawiając mu krawat.
- Raczej wrócił dręczyć Hogwart, w Niemczech nie cackają się z takimi jak on. - Krótkowłosa prychnęła, ale uśmiechnęła się szeroko.
Brunet spojrzał na nią przeciągle i parsknął śmiechem.
- Natalie, tam jest jeszcze mniejsza dyscyplina niż u nas. Poziom zresztą też. Oni z transmutacji w ostatniej klasie uczą się tego, czego my w czwartej, uwierzycie?! - wyjaśnił z grymasem. - Nie dziwne, że nie biorą nigdy udziału w Turnieju Trójmagicznym.
- I tak ci nie wierzę. Chyba, że zrobisz zeberkę - mruknęła Natalie siadając na przeciwko przyjaciół.
- OK - odpowiedział natychmiast i przyciągnął do siebie roześmianą i protestującą niewyraźnie blondynkę.
Zeberka było to określenie sytuacji, gdy Russel i Hestia przytulali się do siebiesplatając jednocześnie dłonie. Gryfon był niewiele wyższy od przyjaciółki, ale na tym kończyły się ich zewnętrzne podobieństwa. Długie, czarne i proste włosy Rusa opadały na ciemne brwi i brązowe oczy o bystrym, ale i zadziornym spojrzeniu. Natomiast naturalnie ciemna karnacja wyraźnie kontrastowała z jasną dziewczyny, co było najbardziej widoczne właśnie w ich splecionych dłoniach.
Nagle drzwi otworzyły się po raz kolejny.
* Synerge - oznacza po angielsku po prostu strzykawkę
** szkielet postaci oraz jego imię i nazwisko za pozwoleniem Puszki
*** Mohnküchen - oznacza po niemiecku makowiec [dawna pisownia], to niemiecka szkoła magii; w JKR nie powiedziała nigdy ile jest szkół czarodziejów, toteż uznałam, że na potrzeby opowiadania mogę powołać do życią kolejną.
komentarze odautorskie
komentarze [20][]Po raz kolejny chcą mi odebrać bloga, ale ja się nie dam.
Nowa notka powstała, aczkolwiek wyszłam z wprawy i mi się nie podoba, toteż szukam bety.
Już wkrótce, wkrótce.
komentarze odautorskie
komentarze [7][]blog istnieje, mimo, że notki nadal nie ma.
tylko tyle, bo mi bloga za porzuconego chcieli uznać.
komentarze odautorskie
komentarze [4][]Wena uciekła, niestety. Już kilkakrotnie próbowałam sklecić coś sensownego i mi się nie udaje, a nie chcę wstawiać czegoś co nie spodoba sie ani mi, ani Wam. Pisanie na siłę to nie sposób, ale jestem w trakcie prób stworzenia czegoś o pannie Tangle.
Dziękuję za uwagę i przepraszam za tak ogromne opóźnienie.
komentarze odautorskie
komentarze [12][dodatek 1]ponieważ na zwykła notkę nie mam na chwilę obecną ani grama czasu, dodaję tę miniaturkę, swoisty dodatek, dziejący się zanim rozpoczęła się akcja mojego "Dziewczęcia ze skrzypcami". Taka mała odskocznia dla mnie i dla Was. Tak w ogóle jest to ostatnia notka do 23 maja, do tego czasu trzymajcie za mnie kciuki - mam matury.
Roześmiała się. Niewysoka, blondwłosa dziewczynka o ogromnych szarych oczach spojrzała na brata i znów parsknęła. Chłopczyk, będący jej całkowitym przeciwieństwem - czarnowłosy i wysoki - przerażony siedział na koniu i krzyczał zirytowany:
- Pomóż mi zejść, pomóż mi zejść!
Hestia zamiast tego pobiegła do domu, aby zawołać matkę i pokazać jej jakim tchórzem jest braciszek. Owszem, miał zaledwie trzy lata, ale i tak nie powinien był tak się zachowywać. Płacz? Absolutnie, nawet najmniejszemu mężczyźnie to nie przystawało, a już zwłaszcza arystokracie. Z hukiem otworzyła drzwi wejściowe i już od progu zaczęła wołać rodzicielkę; po chwili wzywana ukazała się. Ciemne włosy opadały na jej twarz, a ona sama ubrana była jedynie w długi, satynowy i elegancki szlafrok.
- Co się stało Hestio?
- Bo... Bo Apollo siedzi na koniu i płacze, że nie potrafi zejść - roześmiała się, lecz pod wzrokiem matki natychmiast przestała.
- Chcesz powiedzieć, że narobiłaś tyle krzyku, tylko po to, aby oświadczyć, że twój brat płacze?
- Ale... - dziewczynka momentalnie skuliła się - ale myślałam, że to dla ciebie ważne.
- Ważna jest dla mnie twa kultura Hestio Verite Eris Tangle, a nie jakieś dziecięce zabawy.Ty w tym momencie natomiast nie wykazałaś się ani krztą jej. Jestem zawiedziona, obawiam się, że w przyszłości będziesz przynosić nam tylko wstyd...
- To Apollo będzie przynosił wstyd, bo bez przerwy płacze. - Spojrzała w okno, z którego widać było wysiłki jej brata zejścia z konia. - Nie ja - dodała.
- Apollo dopiero zacznie edukację, ma więc prawo jeszcze nie zachowywać się jak należy w każdej sytuacji, ty natomiast jesteś juz na tyle duża, że nie powinnaś robić takich widowisk. Przeszkadzasz mi, moje dziecko, w ważnych sprawach, a dotychczas byłam przekonana, że na tobie mogę zawsze polegać, że będziesz moją dumą.
Blondyneczka patrzyła na nią próbując pojąć sens słów matki. Z jednej strony twierdziła, że kiedyś będzie przynosić tylko wstyd, z drugiej jednak mówiła, że zawsze myślała, że na niej można polegać. Umysł dziecka, chociażby sześcioletniego, nie mógł pojąć tych dwóch przeciwstawnych opinii - była jeszcze na etapie, gdy wszystko jest, albo czarne, albo białe. To dlatego dziwne sytuacje, które dla kogoś starszego wydałyby się bardzo niejasne, dla niej były oczywiste. Postrach, jaki budził jej ojciec - Flawiusz - nawet w jej rówieśnikach uważała za zwykły respekt, a wujka odwiedzającego rodzicielkę zawsze, gdy tata wychodził z domu i traktującego tęże nazbyt czule posądzała jedynie o szczere i prawdziwe uczucia rodzinne, które nie przystoją arystokratom. Jak przez mgłę usłyszała dalsze słowa skierowane ku niej.
- Zasłużyłaś na karę, musimy cię oduczyć takich iście szlamowatych pomysłów. Kiedy tylko twój ojciec wróci poinformuję go o zaistniałej sytuacji. - Kobieta spoglądała na córkę ze zmarszczonymi brwiami jednocześnie niespokojnie oglądając się w stronę swojej sypialni.
- Czy... czy to tata zadecyduje o kształcie kary?- spytała zalęknionym głosem.
- Oczywiście, czy spodziewałaś się, że będę pobłażliwa wobec tego typu zachowań?
- Nie!!! - Z głebi jej małej piersi wyrwał się przerażony protest. Jeśli to on zadecyduje wówczas znów spędzi noc na wyspie na pobliskim jeziorze. Pamiętała, że zawzięcie sprzeciwiali się temu zarówno jej dziadkowie, jak i wujek Antoniusz, jednak ojciec nigdy nie zważał na ich głosy. Twierdził, że córkę musi utemperować i nauczyć posłuszeństwa - inaczej zacznie zadawać się z niewłaściwymi czarodziejami, co może skończyć się dla rodziny Tangle'ów splamieniem honoru. Tak naprawdę nie wiedziała co mógł mieć na myśli, ale zdawała sobie sprawę, że to coś, za co ojciec mógłby ją na pewno ukarać nocowaniem na wyspie. Zadrżała na myśl co dziś ją czeka.
- Mamo, proszę! Proszę matulu, nie pozwól na to! Ja się boję, nie chcę takiej kary! Mogę nawet pomagać skrzatom, byleby tylko ojciec nie kazał mi tam iść! Proszę! - załkała.
- Przecież będziesz mieć ze sobą Mindera*.
- Ale i tak się boję! Proszę cię, proszę, matulu! - Wielki, kudłaty bernardyn, pomimo swojej postury nie był w stanie zapewnić dziecku całkowitego poczucia bezpieczeństwa. Dla rodziców był to jednak argument nie do przebicia - z psem nie stanie jej się żadna krzywda. Pociągnęła nosem i spróbowała ostatni raz:
- Proszę...
- Nie.
- Matulu... - spojrzała na nią błagalnym wzrokiem.
- Idź pomóż bratu zejść z tego piekielnego konia. Dość mam twojego mazgajenia, nie zniosłabym kolejnej dawki płaczu w jego wykonaniu. Na brodę Merlina, ten kto powiedział, że dzieci są najwspanialszym darem powinien zginąć marną śmiercią - mruknęła, by po chwili zdać sobie sprawę jakie słowa wypowiedziała. Ona, matka dwójki przecudnych, aczkolwiek nieznośnych dzieciaków. To niemożliwe, niemożliwe. Czyżby to co opętało, bo innego wytłumaczenia nie widziała, Flawiusza, opętało i ją? Czy i ona także zacznie myśleć, aż tak radykalnie jak jej mąż? Potrząsnęła głową próbując odgonić od siebie przerażające myśli. Spojrzała na oddalającą się Hestię, nastepnie na leżące na komodzie obok jej skrzypce, po czym skierowała się ku swojej sypialni. Musiała ukoić ból, obawy i nerwy w ramionach Antoniusza, tylko on był w stanie pozwolić jej zapomnieć o wszystkich otaczających ją problemach. I pomysleć, że jeszcze zanim urodziła Hestię myślała, że kiedy zginie Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać całe życie stanie się rajem, będzie idealne i bezproblemowe. Teraz, z perspektywy czasu wiedziała, że tamte myśli były kompletnie naiwne i utopijne.
_________________
*Minder - z angielska po prostu opiekun
komentarze odautorskie
komentarze [84][6]Do końca spotkania młoda Tangle nie pojawiła już się u gości. Przez kolejne dni również unikała wychodzenia z własnego pokoju bojąc się konfrontacji z którymś z rodziców, albowiem była przekonana, że według nich zachowała się karygodnie - a to oznaczało karczemną awanturę. Nie wiedziała jednak, że Lucjusz po usłyszeniu na osobności historii swojego syna wielce przekonująco poinformował Antoniusza, iż córka z potężną migreną poszła do siebie odpocząć. Kilkakrotnie bywał u niej Apollo próbując wyciągnąć siostrę z pokoju i zapewniając o trosce i dobrym humorze rodziców. Ta jednak tylko prychała i odsyłała go do Satine. Młody Tangle jednak nie poddawał się i dzielnie odwiedzał ją każdego dnia.
- Hestia, dlaczego tak się zachowujesz?
- Idź do rudej - odwarknęła nawet nie patrząc na niego.
- Zachowujesz się doprawdy idiotycznie. - Usiadł na jej łóżku starając się zachować spokój. - Od kilkunastu dni siedzisz całymi godzinami w swoim pokoju, nigdzie nie wychodzisz, nie chcesz z nikim rozmawiać, nawet nie odczytałaś listu od Natalie! Co się stało?
- Nic. - Wciąż spoglądała w okno niewidzącym wzrokiem.
- Ja wiem, że jestem Ślizgonem i nam się nie ufa, ale jesteśmy rodzeństwem, to chyba zmienia wszystko.
- Możesz być nawet i z Durmstrangu, jeśli tylko zechcesz.
- Hes, przecież kiedyś inaczej rozmawialiśmy. - Przysunął się do niej. - O wszystkim, żadnych tajemnic, a masa przed rodzicami...
- Skończ, proszę - szepnęła.
- ...Pamiętasz jak kiedyś zniszczyliśmy całą kuchnię i niemal podpaliliśmy skrzata? - kontynuował nie zważając na jej prośbę. - A potem cała winę zrzuciliśmy na tamtą dziewczynkę, która przyszła ze swoimi rodzicami w gości?
Blondynka mimowolnie się uśmiechnęła. Sytuacja, w której jako małe dzieciaki uczestniczyła, była naprawdę zabawna, a z drugiej strony okrutna, gdyż niewinna Greengrass otrzymała porządną reprymendę od swoich rodzicieli.
- Daphne miała na imię, pamiętasz? - Spojrzała na brata. - Wywyższała się, że to jakieś legendarne imię.
- Tak, jak na prawdziwą arytokratkę przystało. - Apollo poklepał ją lekko po plecach. - Nareszcie zaczynasz zachowywać się jak moja siostra, więc powiedz co właściwie się stało?
- Nic, naprawdę Pol. - Kłamała mu w żywe oczy. Przez ostatnie dni całymi dniami analizowała słowa Malfoya, każde po kolei. O podobieństwie do niego, o zainteresowaniu jego ojca, o tym, że zazdrości mu popularności i powodzenia.
- Hestia, na pewno nic ci nie zrobił? Jeśli tak, to powiedz, zabiję go. - Zmrużył groźnie oczy natychmiast upodabniając się do ojca z dawnych lat.
Poczochrała jego czuprynę.
- Jeśli tylko by to zrobił, natychmiast poszłabym do ciebie, bądź pewny. Powiedział mi tylko kilka nieprzyjemnych słów.
- Przecież wiesz, jaki on jest. Nie ma serca, nie powinnaś się przejmować.
- Dlatego od dłuższego czasu próbuję ci to powiedzieć. Że nic się nie stało.
Spojrzał na nią uważnie, ale nie, nic nie wskazywało na to, żeby go oszukiwała. Uśmiechała się lekko, acz jakby męczył ją nieco ten uśmiech.
- Źle się czujesz?
- Migrena - odparła lakonicznie.
- Współczuję ci, to chyba jedyna rzecz, którą odziedziczyłaś po matce, a taka nieprzyjemna.
- Wszystko pod kontrolą, po prostu będę musiała spróbować zasnąć. - Oparła się o brata. Czuła się fatalnie tak go okłamując. Ale z drugiej strony, gdyby powiedziała bratu, co zaszło między nią a Draconem, ten w chęci zemszczenia się za nią mógłby zostać skrzywdzonym. Chciała mu oszczędzić takich problemów, a siebie nauczyć rozwiązywania własnych samodzielnie. Jej rozmyślania przerwał cichy głos Apolla.
- Chciałem ci dać wyniki SUMów, ale skoro się źle czujesz...
- Pol, pokazuj, natychmiast! Przecież od tego zależy moja przyszłość!
Nie chcąc męczyć siostry podał jej od razu zaklejoną kopertę, pochodzącą z Hogwartu.
Hestia drżącymi rękami próbowała otworzyć list, ale dopiero przy pomocy brata udało jej się wyciągnąć i rozwinąć pergamin. Z lękiem spojrzała na arkusz papieru.
Wyniki egzaminów Standardowych Umiejętności Magicznych:
Stopnie pozytywne
Wybitne (W)
Powyżej Oczekiwań (P)
Zadowalający (Z)
Stopnie negatywne
Nędzny (N)
Okropny (O)
Troll (T)
Hestia Verite Eris Tangle osiągnęła:
Astronomia Z
Opieka nad Magicznymi Stworzeniami O
Zaklęcia W
Obrona Przed Czarną Magią P
Wróżbiarstwo N
Zielarstwo P
Historia Magii W
Eliksiry P
Transmutacja W
Mugoloznawstwo W
- Hestia, masz cztery Wybitne! -Podskoczył z wrażenia. - Jak ty to zrobiłaś!
Uśmiechnęła się słabo próbując sobie przypomnieć jakie wymagania potrzebne są na interesujące ją zawody.
- Siostro, ale Okropny z Opieki? Przecież to nie jest taki trudny przedmiot, rozpoznać parę stworzeń, nakarmić je.
- Dla mnie to coś niezrozumiałego, zwłaszcza z tym olbrzymem Hagridem. Przecież on nawet nie umie uczyć!
- Osobiście też za nim nie przepadam, ale wolę już lekcje z nim, aniżeli z tą Grubby - Plank - odebrał Hestii pergamin - u niego można przynajmniej poznać różne zakazane zwierzęta.
- I to jest takie interesujące?
- Tak jak twoje mugoloznawstwo.
- Masz jakieś zastrzeżenie do tego przedmiotu? - spojrzała na niego niechętnie.
- Najmniejszych, przynajmniej wyróżniasz się od reszty uczniów, chociaż rodzicom to się nie podoba ani trochę...
- Dopiero nie będzie im się podobać - prychnęła.
- Co masz na myśli?
- Mam zamiar powiedzieć im, że swoja przyszłość wiążę z mugolami. - spojrzała na niego wyzywająco.
- Wiesz, że nie zgodzą się.
- Wiesz, że guzik mnie to obchodzi? - Na te słowa brwi Apolla uniosły się wysoko, wysoko w górę, jednak nie skomentował tego. - To moje życie i moja przyszłość, toteż nie mogę mi zabronić własnych planów.
- Chcesz, aby cię wydziedziczyli?
- Chcesz, żebym odpowiedziała niekulturalnie?
- Dobra, poddaję się. - Uniósł ręce nad siebie. - Próbuj, ale ja osobiście nie rokuję temu dobrze. A tak właściwie jakie przedmioty są ci potrzebne na to całe Mugoloznawstwo?
- Tylko ten przedmiot, poza tym entuzjazm i cierpliwość.
- Coś mało wymagają, nie sądzisz?
- Nie - prychnęła po raz kolejny.
- Ostatnie pytanie i zostawiam cię już w spokoju. Musisz być jutro wypoczęta przed wyjazdem do Hogwartu, a jak na razie ta migrena skutecznie to utrudnia. Masz jakąś alternatywę w razie gdyby ten plan upadł?
- W ostateczności Uzdrowicielstwo. Zaklęcia, Zielarstwo, Transmutacja i Obrona Przed Czarną Magią.
Apollo kiwnął głową aprobując pomysł siostry, po czym ponownie poklepał ją po plecach i cicho opuścił pokój, machając jej jeszcze na pożegnanie w drzwiach. Hestia jeszcze długo patrzyła w tamtą stronę, jakby nie zdając sobie sprawy, że brata już tam nie ma. W głowie cały czas słyszała szepty krytykujące ją za okłamanie go. Miał rację, nigdy nie mieli między sobą tajemnic, wszystkim się dzielili, nawet zwykłymi błahostkami. A teraz? Nie potrafiła się przyznać, że Malfoy poniżył ją tak, że nie była w stanie przejść po tym do normalnego egzystowania. Z bezsilności uderzyła dłonią w miękką poduszkę, zieloną - jak cały wystrój jej bogato zdobionego pokoju, po którym właśnie się rozglądała. Wielkie dwuosobowe łóżko z atłasowym baldachimem stojące między dwoma ogromnymi oknami zajmowało centralną część pokoju. Po bokach stały masywne szafy i regały, wszystkie zabytkowe i warte setki, ba, tysiące galeonów. W kącie pod oknem stała mała kanapka, również wyściełana zielonym atłasem oraz stolik z drewna mahoniowego służący również za biurko. Na drogiej i pięknej podłodze leżał równie ekskluzywny puszysty dywan, zakończony delikatnymi frędzelkami. Wszystko wybierane było pod okiem specjalisty od wnętrz, podobnie zresztą jak reszta jej domu, który sam był jednym wielkim antykiem. Tangle Manor, rezydencja jej rodziny powstała setki lat temu, jednak z każdym rokiem stawała się jeszcze bardziej elegancka i warta miliony - jej rodzice musieli przecież sprostać wymagającej opinii czarodziejskiego półświatka.
Skrzywiła się na myśl, że i ona sama postrzegana jest przez pryzmat wartości swojego domu oraz ilości złota znajdującego się u Gringotta.
Ponure rozmyślania przerwało jej natarczywe pukanie sowy do okna. Gdy ta wleciała niecierpliwie fruwała wokół blondynki podsuwając jej co rusz nóżkę z przywiązanym listem. Gdy wreszcie udało jej się wyswobodzić z przesyłki czym prędzej odleciała. Hestia z ciekawością rozwinęła pergamin zapisany nieznanym jej pismem.
Uprzejmie prosiłbym o zapomnienie czynów mego syna, azaliż zachował się on niegodnie wobec swego nazwiska. Wierzę jednak, że słowa jego nie zraniły Twej duszy, gdyż większość jego słów była całkowitym fałszem.
Z wyrazami szacunku.
Lucjusz Malfoy
Czując uderzenie gorąca prawie upuściła list. Była zaskoczona, zszokowana i nie wiedziała co ma o tym myśleć. Ten człowiek prosił ją o wybaczenie zachowania syna. Syna, który zapewne miał ją w głębokim poważaniu i raczej nie był pomysłodawcą takiego kroku. Zaczęła oddychać głęboko próbując pozbierać myśli, gdy dostrzegła drobny szczegół, którego wcześniej nie zauważyła. Słowo "większość" było dyskretnie pogrubione i wyróżnione, ale co to mogło znaczyć, nie miała najmniejszego pojęcia. Pomimo zaistniałej sytuacji wyobraziła sobie tego zimnego, opanowanego człowieka trudzącego się godzinami nad napisaniem listu z przeprosinami. Już miała wybuchnąć niekontrolowanym i raczej niezdrowym śmiechem, gdy w jej okno uderzyła kolejna sowa, tym razem znajoma - należąca do rodziny Sunshine. Ze zdziwieniem sięgnęła po kolejny list skreślony przez jej przyjaciółkę.
Nie wiem co właściwie wydarzyło się, ale właśnie dowiedziałam się od rodziców, że coś stało się na Pokątnej. Wiadomo, że Florian, ten od lodziarni, nie żyje. Ojciec nie wie co z Twoim orzechem włoskim. Mam jednak nadzieję, że Ty wiesz co się stało, biorąc pod uwagę kontakty Twoich rodziców i że temu Twojemu Tomowi nic się nie stało. Całuję mocno. Mam nadzieję, że jutro zobaczymy się na stacji.
Natalie
Tego było już za wiele dla skołatanych i nadwerężonych do granic możliwości nerwów młodej Tangle. Nieprzytomna osunęła się na łóżko wypuszczając z rąk oba listy.
komentarze odautorskie
komentarze [39][5]Obiad przebiegał w spokoju. Po lewej ojcowie Hestii i Dracona zawzięcie dyskutowali o czymś ściszonymi głosami, obok matki plotkowały o zbliżającym się u ich wspólnego znajomego balu. Po prawej natomiast Apollo wraz z blondwłosym bóstwem połowy Hogwartu rozmawiał na temat quidditcha. Brat młodej Tangle był zapalonym fanem tego sportu, jednak jego umiejętności nie były wystarczające, aby dostać się do drużyny reprezentującej jego dom. Zachwycony młody Ślizgon co chwilę pytał się o coś wyraźnie znudzonego i zniecierpliwonego Malfoya; tylko Hestia spokojnie popijała wino przyglądając sie wszystkim wokoło. Spod przymrużonych ze znudzenia oczu przyglądała się swojemu ojcu i jego partnerowi dyskusji. Byli całkowicie różni od siebie pomimo, że byli w tym samym wieku. Malfoy nadal był nieprzeciętnie wysoki, szczupły, acz dobrze zbudowany, długowłosy i zimny. Jej ojciec natomiast z wiekiem zmalał, przytył, a jego włosy pokryły się siwizną. Od wielu lat nie był już podobny do dawnego Apoloniusza Tangle, człowieka, na którego sam widok drżano - teraz przypominał raczej starego poczciwego niedźwiedzia.
- Hestia, kochanie, a może zagrałabyś coś dla nas? - Z zamyślenia wyrwał ją głos matki.
- Ależ mamo...
- Nasza córka umie przecudnie grać na skrzypcach, razem z Apollem tworzą uroczy duet.
- W takim razie może Apollo też zagra?- Narcyza uśmiechnęła się promiennie nadal jednak nie tracąc ze swojej elegancji.
- Ale wtedy musielibyśmy się przenieść do bawialni, gdyż tam znajduje się fortepian. - Faustine Tangle poruszyła się niespokojnie spoglądając na syna w oczekiwaniu.
- Jeśli państwo mają ochotę, chętnie zagram nam coś przyjemnego - brat Hestii uśmiechnął się lekko. Był całkowcie niepodobny do siostry; czarne, połyskujące wręcz ciemnym fioletem włosy okalały jego podłużną twarz. Pomimo, że miał zaledwie trzynaście lat przewyższał siostrę o głowę.
- Z przyjemnością. - Lucjusz energicznie wstał ze swojego miejsca. - Zawsze lubiłem muzykę, zwłaszcza klasykę. Kiedy byłem młody, młodzieży pozwalano tylko tego słuchać, nie to co teraz. Krzyki, fałszowanie... Ale, chodźmy do bawialni.
Wszyscy skierowali się za młodym Tangle'm, który po chwili zasiadł do staroświeckiego fortepianu.
- Siostra? - spojrzał na nią wyczekująco.
- Nie, zagraj beze mnie, jestem dzisiaj osłabiona. - Dziewczyna pokręciła przecząco głową powoli cofając się w stronę drzwi.
- Ależ Hestio, fortepian bez skrzypiec to już nie to samo. Oba są piękne, ale jedno bez drugiego traci połowę duszy - stary Malfoy uśmiechnął się protekcjonalnie. - Będę zawiedziony jeśli odmówisz nam.
Odwróciła się w stronę ojca, który bez słowa wskazał jej futerał skrzypiec stojący na stoliku pod oknem.
- Accio skrzypce - zawołała niepewnie, po chwili trzymając w dłoniach równie zabytkowy, co fortepian, instrument. Kiwnęła głową bratu, aby zaczął grać. W pokoju rozległa się spokojna, poważna melodia, do której dołączyły się skrzypce. Faustine miała rację, oboje tworzyli duet, którego muzyki można było słuchać godzinami.
Hestia rozglądnęła się dyskretnie po pokoju, wszyscy słuchali z zachwytem, nawet Dracon wyglądał, jakby nudził się mniej, aniżeli podczas obiadu. Tylko Lucjusz nie patrzył się ani na nią, ani na Apolla, lecz rozmyślał nad czymś wodząc niewidzącym wzrokiem po wszystkich zebranych i nawet kiedy skończyli, zdawał się być nieprzytomnym.
- Ślicznie, naprawdę macie utalentowane dzieci! - Narcyza była pod wrażeniem. - Żałuję teraz, że nie wysłałam Dracona na lekcje muzyki, gdy był dzieckiem.
Hestia ostatkiem sił powstrzymała się od parsknięcia śmiechem. Wyobraziła sobie małego Malfoya, który z tym swoim nieodłącznym ironicznym uśmieszkiem i pogardliwym spojrzeniem wczuwa się w graną przez siebie melodię.
- Mamo, czy mogę wrócić już do siebie, jestem bardzo zmęczona i muszę odpocząć?
- Ależ dziecko! Musisz jeszcze pokazać nasz ogród synowi państwa Malfoyów!
- Czy nie może tego zrobić Apollo? - Dziewczyna próbowała łapać się ostatniej deski ratunku. Perspektywa oprowadzania tego nadętego arystokraty po kolejnych grządkach nie podobała jej się ani trochę. - Naprawdę jestem osłabiona...
- Apollo za chwilę idzie na spotkanie z Satine, z pewnością nie zdążyłby zrobić obydwu tych czynności. - Faustine na sam dźwięk imienia partnerki swojego syna uśmiechnęła się radośnie. - A spacer po ogrodzie dobrze ci zrobi, odetchniesz świeżym powietrzem.
No tak, Apollo może uciekać ze spotkania z "ważnymi personami" do swojej arystokratycznej francuzeczki. Dla jej rodziców fakt, iż rudowłosa Maçon jest rok młodsza od syna, a więc jest jeszcze dzieckiem nie miało znaczenia. Pierwsza miłość Apolla była dla nich najważniejsza i uważana wręcz za wieczną. Dla Tangle'ów nie miało znaczenia to, iż to jeszcze para dzieci, która do tej pory, według Hestii, zapewne nie odważyła się na nic poza trzymaniem za ręce.
- Dobrze, chodźmy więc - zwróciła się do Dracona siląc się na uprzejmy ton i kierując w stronę drzwi prowadzących prosto do ogrodu.
-Bawcie się dobrze. - Narcyza pomachała im majestatycznie na pożegnanie.
- Z pewnością będą się bawić doskonale, w końcu znają się już tyle lat - dodał Apoloniusz.
- Guzik prawda - mruknęła rozeźlona miodowowłosa, a na widok zdziwionego wzroku młodego Malfoya dodała - I co się tak patrzysz?! Nie można używać powiedzonek mugolskich? To, że jestem arystokratką nie znaczy, że jest to zabronione!
Ten prychnął tylko ironicznie idąc obok niej żwirową ścieżką.
- Rób co chcesz, a co mnie to obchodzi? Ani rodziną nie jesteś, ani kochanką, więc mam daleko gdzieś czy używasz mugolskich powiedzonek, czy szlamowatych, czy jakich jeszcze zachcesz.
- Interesujesz się swoimi kochankami? Zabawne...
- Skoro to cię bawi to nie będę kontynuował, nie jestem od zabawiania cię.
- Nie musisz, z ulgą posłucham wreszcie czegoś poza tym nadętym głosem, tak charakterystycznym dla arystokratów.
- Sunshine też to mówisz? - roześmiał się ironicznie. - Powtarzasz jej to co wieczór? Sunshine, promyczku, masz cudownie nadęty głos.
Spojrzała na niego z ukosa, ale nic nie odpowiedziała. Nie wiedziała co powiedzieć, ten typ działał na nią rozkojarzająco - jedno jego słowo potrafiło zbić ją z przysłowiowego pantałyku.
- I nie myśl sobie, że chciałem iść na to spotkanie. Ojciec jednak uparł się, że musimy spotkać się całymi rodzinami. - Zatrzymał się nagle spoglądając na nią z nieprzyjemnym błyskiem w oku. - A tak naprawdę pewnie mu się spodobałaś. Cały dzień o tobie opowiadał. Tangle to, Tangle tamto, oszaleć można. Nie pierwszy raz się to zdarza, ale żeby aż tak...
- Zamilcz. - Hestia zacisnęła pięści jakby chcąc pokazać, że aby nie słyszeć dalszego ciągu wywodów Dracona posunie się nawet do rękoczynów.
- Tangle nie udawaj świętej. Obie z Sunshine kreujecie się na takie cnotliwe i niezainteresowane mężczyznami, a tak naprawdę oglądacie się za prawie każdym uczniem w naszej szkole. Kto uwierzy tej twojej Natalie, że interesuje ją tylko jej kot? Przepraszam Panda.
- Nie każdemu szaleją hormony w takim stopniu jak tobie.
- Czyżbym wyczuł nutkę zazdrości w twoim głosie Hessstio. - Przeciągnął jej imię sarkastycznym tonem. - Może zazdrościsz tego, że każda może być moja? Że ty nie jesteś tą wybraną?
- To co nazywasz wybraniem byłoby dla mnie najgorszą karą - mruknęła przypominając sobie, że jeszcze nie tak dawno doszła do wniosku, że woli jego od Chłopca-Który-Przeżył.
- Kary bywają przyjemne - zaśmiał się nieprzyjemnie. - Ale i tak wolałbym, żeby tu, na twoim miejscu, była teraz Sunshine.
- A ja oddałabym wszystko, żeby zamiast ciebie zobaczyć Pottera.
- Co? - Spojrzał na nią spod wpół przymkniętych powiek rozwścieczonym głosem. - Śmiesz twierdzić, że Bliznowaty jest ode mnie lepszy?
- Jest lepszy. - Odwróciła głowę bojąc się jego wzroku, te zimne oczy wręcz ciskały w jej stronę błyskawice.
- Ale co ci po Potterze tutaj, skoro ten nie gustuje w blondynkach? - syknął.
Spojrzała na niego zaskoczona. Przygotowała się, że usłyszy teraz cały wachlarz cech, w których Malfoy jest lepszy od Harry'ego, a tu uderzył w nią; i to celnie. Zdawała sobie sprawę, że nie należy do piękności szkoły, czy choćby swojego domu. Wiedziała, że jest jedną z wielu przeciętnych dziewczyn w Hogwarcie, na które nie zwraca się uwagi, ale wypowiedzenie tego na głos przez kogoś innego, i do tego przez szkolnego Casanovę było ogromnym ciosem.
- On nie lubi podobnych do mnie. Blondynek o zimnych szarych oczach. Arystokratek, których rodzice mają obsesję na punkcie czystości krwi. Nie masz najmniejszych szans - dodał z satysfakcją.
- Nie jestem do ciebie podobna - szepnęła powstrzymując łzy.
- Jesteś, jesteś. - Oparł się o drzewo lustrując ją nieustannie. - Gdybyś nie była, mój ojciec nie zainteresowałby się tobą. A on gustuje wyłącznie w takich, czego dowodem może być chociażby moja matka.
- Nie interesuje sie mną - wykrztusiła.
- Przekonasz się. Najpierw będzie udawał, że wcale cię nie zauważa, potem zaczną się miłe rozmowy, zaproszenia, prezenciki, a na końcu będziesz jego, bo żadnej się nie udało go pozbyć.
- Zamilcz. Zamilcz w tym momencie. - Już nie powstrzymywała łez, które płynęły z jej oczu. - I wynoś się stąd! Nie chcę cię widzieć na oczy!
- Przykro mi, ale ojciec z matką mają zamiar zostać na kolacji, więc jeszcze trochę czasu spędzę tutaj.
- Malfoy, nienawidzę cię...
- Już chyba wspominałem, że obchodzi mnie tylko moja rodzina i kochanki, prawda? - uśmiechnął się ironicznie.
Bez słowa pobiegła w stronę domu. Próbowała skupić się na jednej myśli, jednak te przebiegały przez jej głowę z ogromną prędkością. Upokorzył ją, obraził, poniżył. Wszystko - uśmiechając się bezczelnie. I jeszcze straszył swoim ojcem. Tak bardzo chciała być przy Natalie, przytulić się do niej. Nie, nie chciała do Natalie, chciała być w ramionach kogoś jej bliskiego, kochającego ją mężczyzny. Mężczyzny, który jutro poszedłby do Malfoya i go ukarał. Bo skoro ruda Satine znalazła oparcie, choćby to dziecinne, w jej, jakby nie było, przystojnym bracie, to ona też ma szansę, ma prawo...
Starając się nie zwrócić uwagi swojej rodziny cichutko wbiegła do domu i skierowała się do swojego pokoju.
W tym czasie młody Draco spacerował nadal po ogrodzie zastanawiając się, co powie ojcu na pytanie gdzie jest Hestia. Bo to, jak ona się czuje po jego słowach, niewiele go obchodziło.
komentarze odautorskie
komentarze [0][4]Zamyślona szła zatłoczonymi o tej porze ulicami Londynu nie zwracając na nikogo i na nic uwagi. Cały dzisiejszy humor prysnął jak bańka mydlana; i to nie z powodu młodzieńczych wahań nastroju, a ze zdania sobie sprawy, że oto ona, arystokratka, jest zagrożona. Co prawda, panika Toma w związku z Malfoyami mówiącymi o niej wydała jej się znacznie przesadzona, niemniej i tak niepokojąca. Spojrzała na mijany właśnie uliczny zegar, było już późno, za niedługo miał być obiad, a ojciec zawsze gniewał się z powodu minimalnych spóźnień; skierowała się więc w stronę obskurnie wyglądającej toalety. Antoniusz Tangle, wielki i bogaty arystokrata był również wielkim snobem, toteż zażyczył sobie, aby jedno z wyjść jego rezydencji prowadziło prosto do mugolskiego miasta. A ponieważ wyjścia w postaci budek telefonicznych były zarezerwowane jedynie dla państwowych urzędów, toteż musiał się zadowolić przejściem w postaci właśnie toalety. Hestia wchodząc do niej mimowolnie uśmiechnęła sie pod nosem, ojciec, jeśli już korzystał z tej drogi wychodził z miejskiej ubikacji niesamowicie dumny i napuszony, co wywoływało zawsze śmiech wśród rdzennych mieszkańców Londynu. Po chwili średnio przyjemnej jazdy znalazła się w holu przy tylnym wejściu, bordowy dywan zagłuszał jej kroki, pomimo tego jej matka od razu wyczuła obecność córki i wyszła jej na powitanie.
- Hestia, kochanie, martwiłam się już o ciebie. Mugole są tacy nieprzewidywalni w swoich czynach... - Faustine Tangle uśmiechnęła się smutno do córki. Była przepiękną kobietą, w którą córka jednak niewiele sie wdała. Kruczoczarne włosy opadały gęstymi lokami na kształtne plecy okryte srebrnym materiałem wytwornej sukni, a niebieskie oczy w czarnej, naturalnej oprawie przywodziły na myśl małe jezioro w środku ciemnego, nieznanego lasu. W każdym cału była arystokratką, biła od niej aura elegancji, opanowania oraz nieskrywanych uczuć.
- Mamo, wiesz przecież, że to tylko błędne wyobrażenia czarodziei, którzy rzadko bywają w niemagicznym świecie. - Hestia ściągnęła swoje sandały podając je domowemu skrzatu, który nagle pojawił się obok nich, po czym podeszła do matki przytulając ją.- Tłumaczyłam ci już to tyle razy, tyle razy namawiałam do pójścia ze mną na spacer po tym mieście, a ty wciaż upierasz sie przy swoim.
- Dziecko drogie, żyję dłużej od ciebie i wiecej przeżyłam...
- Ale to Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać i jego poplecznicy zabili wielu niewinnych niemagicznych, nie na odwrót. - Czarnowłosa kobieta wzdrygnęła się słysząc te słowa.
- Wierzysz w słowa głupców córko. Sam-Wiesz-Kto chce oczyścić nasz świat z wszelkiego brudu, chce uwolnić czystą krew i z obawy przed jej skażeniem. Nie zabija niewinnych, a tylko eliminuje zagrożenie dla nas, dla arystokracji.
- Nie rozmawiajmy o tym najlepiej... Nie chcę, aby po raz kolejny doszło do kłótni. - Hestia ścisnęła rękę rodzicielki patrząc z nadzieją w jej oczy. Pomimo, iż scenariusze ich rozmów od lat wyglądały identycznie wciąż wierzyła, że matka w końcu przejrzy na oczy, zrozumie. Kobieta tylko ze smutkiem pogłaskała ją po głowie.
- Idź przebierz się do obiadu. Będziemy mieć gości.
Blondynka spojrzała na nią z niemym pytaniem.
- Malfoy'owie, Narcyza, Lucjusz wraz z synem, Draconem...
- CO?! - Hestia odsunęła się od matki. - Po co mają przyjść? Czego chcą?
- Córeczko, opanuj się. - Faustine zbliżyła się do córki, lecz ta ponownie się odsunęła. - Lucjusz spotkał się dziś przypadkiem z twoim ojcem i zaproponował mu spotkanie w gronie rodzinnym.
- Przypadkiem - mruknęła rozeźlona. - Celowo.
- Zachowujesz się doprawdy nieznośnie. Zamiast docenić to, że tak ważna persona chce się z nami spotkać, ty podejrzewasz go o jakieś niecne plany.
- Ważna persona, ważna persona - zaczęła przedrzeźniać matkę. - Skoro to tak ważna persona, to po co mam być na tym spotkaniu? Przecież to Apollo jest waszą dumą, waszym wspaniałym, wyjątkowym synem. Zaproście jeszcze jego Satine, w końcu to też arystokratka, stary Malfoy będzie zachwycony taką idealną rodziną.
- Hestio Verite Eris Tangle* natychmiast zamilcz i przestań bluźnić. - Głos starszej z nich dyskretnie uniósł się o kilka tonów. - Apollo i ty jesteście naszymi dziećmi, oboje, i żadne z was nie jest ważniejsze, ani lepsze od drugiego. A to, że ty sprawiasz nam więcej kłopotów, aniżeli nasz syn nie jest powodem do stwierdzenia, że nasza rodzina bez ciebie tworzy rodzinę idealną. Nie mieszaj do tego również Satine, jeśli przemawia przez ciebie gorycz, iż Apollo ma partnerkę, a ty nie, to jestem doprawdy tobą zawiedziona. To wstyd, aby tak dobrze wychowywana panienka z dobrego domu zachowywała się niczym jakiś zdegenerowany opryszek z rodziny szlam. Nie dość, że interesujesz się tymi mugolami, to jeszcze z niewiadomych przyczyn dostałaś się do Gryffindoru, łamiąc wieloletnią tradycję naszej rodziny. A teraz jeszcze zachowujesz się skandalicznie. Zapamiętaj, że bez względu na to, jak chorobliwie dziwne są twoje zainteresowania nie jesteś gorsza od Apolla. A teraz idź do siebie i przebierz się. Nie chciałabym, aby Malfoy'owie przyszli, gdy będziesz jeszcze ubrana w tym stylu.
Hestia patrzyła na matkę z osłupieniem. Po raz pierwszy od dłuższego czasu powiedziała, że oboje z bratem są równie kochani i równie traktowani. Choć czuła, że rzeczywistość, pomimo tych słów, jest inna nie chciała się kłócić. Faustine z pewnością wieczorem dostanie migreny w wyniku nadmiernych nerwów, nie chciała więc doprowadzać matki do jeszcze gorszego samopoczucia, toteż posłusznie skierowała się w stronę schodów prowadzących do jej pokoju. Stojąc już na ich szczycie odwróciła się.
- Mamo, czy nie możesz powiedzieć, że źle się czuję? Naprawdę, lepiej będzie, jeśli nie pojawię się na tym spotkaniu.
- Hestia, Lucjusz bardzo chciał cię poznać, to był jego jedyny warunek w związku z tym spotkaniem...
Dziewczyna spojrzała na rodzicielkę zaskoczonym i przerażonym spojrzeniem. Co tu, do licha, się dzieje. Czego chce od niej Malfoy, na dodatek ten stary, gdyż ani razu nie padło tu jakieś życzenie czy żądanie Dracona. Podświadomie czuła, że na tym jednym spotkaniu się nie skończy, że Narcyza, Lucjusz i ich syn nieraz jeszcze pojawią się w jej domu. Jednocześnie zdała sobie również sprawę, iż spotkanie z Natalie musi, w związku z tym, zostać odwołane. Z żalem sięgnęła po pergamin i w kilku słowach zaprawionych odrobiną dramaturgii wyjaśniła sytuację. Domowa sowa, Schoo, z cichym huknięciem wyleciała przez okno, a miodowowłosa arystokratka udała się do garderoby w poszukiwaniu czegoś odpowiadającego na to spotkanie 'z ważną personą'.
Jakiś czas później usłyszała ciche pyknięcie oznajmiające pojawienie się któregoś ze skrzatów - ten oznajmił o przybyciu gości i o prośbie ojca natychmiastowego zejścia do pozostałych. Hestia, nie chcąc narażać się na niezadowolenie rodziciela czym prędzej opuściła swój pokój. Niepewnie stanęła na szczycie schodów widząc stojących jeszcze w holu Malfoyów. Narcyza, ubrana w gustowną błękitną toaletę, z arystokratycznym uśmiechem spojrzała na stojącą u góry dziewczynę. Córka domowników wyglądała uroczo w skromnej, acz eleganckiej zielonej sukni podkreślającej jej widoczne aż tu, w dole, szaroniebieskie oczy i cudowne miodowe włosy splecione w wytworny supeł.
- Zejdź do nas, kochaniutka, naprawdę jesteśmy niegroźni - zawołała ją do siebie wciąż uśmiechając się.
Tangle'ówna usłuchała się, powoli schodziła po schodach spoglądając wciąż na gości, jakby obawiając się, że w przeciwnym wypadku zrobią coś nieprzewidywanego. Draco spojrzał na nią z ironicznym uśmiechem kierując po chwili swój wzrok w miejsca charakterystyczne tylko dla kobiet, a następnie kiwając głową jakby z aprobatą podczas obserwowania niewielkiego dekoltu nie odsłaniającego skromnych wdzięków Hestii; starszy z męskich członków Malfoy'ów przyglądał jej się natomiast z jawnym zaciekawieniem, drapieżnością i zainteresowaniem, co było jednak widać tylko w jego oczach, twarz pozostała kamienna i bez najmniejszych oznak jakiegokolwiek wyrazu. Przez głowę blondynki przeleciała myśl, że spodobała się Lucjuszowi, o czym świadczyć mógł jego wzrok oraz wcześniejsze słowa, jednak szybko odgoniła ten bzdurny pomysł, przecież to niemożliwe.
_______________
* Hestia Verite Eris- imiona panny Tangle oznaczające:
Hestia- bogini ogniska domowego
Verite- z francuska prawdomówna
Eris- bogini niezgody
komentarze odautorskie
komentarze [0][3]Spojrzała uważnie na Toma, ale tym razem nie zauważyła żadnego wesołego błysku w jego oczach, nie żartował, a szkoda, bo dwóch Malfoyów w Dziurawym Kotle to zdecydowanie żadna dobra wiadomość.
- Tom... ale po co tu byli? - Rozejrzała się dokoła w irracjonalnej obawie, że jeszcze gdzieś czają się tu oboje.
- Pytaj się mnie - warknął niezadowolony. - O tobie bez przerwy gadali. Tangle to, Tangle tamto, młoda Tangle siamto. Czyś ty oszalała?! Wydzierasz się po całej ulicy z tą swoją czarnulą, a potem będziesz się dziwić, gdy napytasz sobie problemów.
- Co o mnie mówili? - spojrzała spokojniej, przecież być może tylko komentowali ich spotkanie u Madame. - Spotkałyśmy ich w sklepie...
- A co to ja gumowe ucho mam, żebym wiedział? - Z hukiem odłożył wycieraną przed chwilą szklankę zabierając się po chwili do czyszczenia następnej. - Nie mówili na całą salę, tyle co parę słów można było rozróżnić. Ale jak Malfoy mówi o kimś to nie wróży to nic dobrego, zapamiętaj sobie.
- Nawet jak mówi, że jestem mądrzejsza od Parkinson, ale brzydsza od Natalie?
- Nawet - prychnął spoglądając na nią. - Nadeszły ciężkie czasy, nikt nie może czuć się bezpieczny.
- Przecież nic nie zrobiłam, dlaczego nagle mam się czuć zagrożona?!
- Sama-Wiesz-Kto wrócił, jego zwolennicy znów sie zbierają. I doskonale wiesz, tak jak ja, że i on do nich należy.
Spuściła wzrok natychmiastowo, te słowa podziałały na nią jak kubeł zimnej wody. Owszem, należała do arystokratycznej rodziny; owszem, jej rodzice, choć nie byli Śmierciożercami, potępiali zabrudzoną krew, ale ona różniła sie od swoich bliskich, mugol czy półkrwisty czarodziej nie byli dla niej ani trochę gorsi od arystokracji, a tego Ten-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać nie znosił. Mury Hogwartu stanowiły dla niej zabezpieczenie nie do przebicia dla jego zwolenników, ale i tak razem z Natalie naraziły się na niebezpieczeństwo swoją bezmyślnością. Mętnym wzrokiem rozejrzała się po sali, która nie dość, że już mroczna i ponura, jeszcze bardziej pociemniała. Nagle wszyscy stali się podejrzani, zarówno elegancki staruszek sączący powoli swoje kremowe piwo i przeglądający jakiś magazyn, jak i dwóch czarodziei wyglądających na drobnych opryszków. Po chwili dotarła do niej jeszcze jedna rzecz, o której dawno, dawno temu opowiadał jej Tom. On sam, teraz niespokojnie czyszczący szklane naczynia, należał do szeregów Czarnego Pana.
- Tom... - niespokojnie spojrzała na jego zasłonięte przedramiona.
- Nie, ja już nie. Za stary jestem na takie coś, a do tego przejrzałem na oczy. Może i późno, ale zawsze - mruknął rozglądając się dokoła. - Tylko siedź cicho, bo inaczej trafię do Azkabanu.
- Przecież i tak cię wezwą...
- Nie usłucham.
- Zabiją cię za nieposłuszeństwo - prawie krzyknęła, kilka siedzących bliżej osób spojrzało na nią z niesmakiem.
- To co, może mam pójść do nich, przeprosić, że przez wszystkie lata gdy Voldemort... - Hestia wzdrygnęła się na dźwięk tego wyrazu - ...był słaby nie przyznawałem się do nich, a teraz nagle olśniło mnie i wracam niczym syn marnotrawny?
- Kto? Jaki syn? - Lewa brew blondynki uniosła się w górę.
- Takie tam, święta księga niemagicznych. Ale powiedz mi, czy tak mam postąpić? Wrócić i na jego rozkaz zabijać ludzi, aby chronić własny tyłek?
- Ale...
- Nie droga damo, nie zrobię tego. Ale ty jesteś za młoda, żeby to pojąć. Wolę zginąć, rozumiesz? Tak po prostu zginąć wiedząc, że zrobiłem dobrze.
- Ale...
- Nie ma ale!!- ryknął na całą knajpę. - W tym momencie marsz do domu i nie zawracaj mi już więcej głowy. I pamiętaj co mówiłem.
- Tom... - ostatkiem sił próbowała zaprotestować.
- Do domu!! I powiedz tej swojej czarnuli, że ma pozdrowienia od orzecha włoskiego.
Mimowolnie uśmiechnęła się, a następnie posłusznie i bez zbędnych słów skierowała w stronę wyjścia. Idąc ulicami Londynu i kierując się do rodzinnej willi zastanawiała się nad tym, dlaczego to wszystko tak się pokręciło, dlaczego przyszło jej żyć w takich czasach i dlaczego, do cholery, Malfoy się do niej przyczepił. Ach, a do tego, skąd Tom wiedział o tym orzechu włoskim...
komentarze odautorskie
komentarze [1][2]- Słyszałaś, co on powiedział? - Hestia stała na stołeczku z otwartą buzią, zastanawiając się, gdzie ona, do licha, jest.
- Palant, prostak, gbur, cham... - jej przyjaciółka ściskała dłonią stojącą obok półkę z szatami. - Jak on mógł tak przy wszystkich powiedzieć, że...
Tymczasem Madame Malkin nie zwracając najwyraźniej uwagi na sytuację obu dziewcząt chwilę jeszcze krzątała się wokół blondynki, po czym z nieukrywanym zadowoleniem oznajmiła:
- Gotowe, od razu inaczej wyglądasz!
Hestia ostrożnie zeszła z taboretu, przejrzała się w lustrze, które pojawiło się na miejscu stołeczka i z zadowoleniem kiwnęła głową.
- Tak, idealnie madame, oczywiście, że decyduję się - uśmiechnęła się z zadowoleniem, wyciągnęła z lnianej torby sakiewkę z pieniędzmi i podała właścicielce odliczoną kwotę. - Natalie, a ty? Zamierzasz coś wybrać, czy zmykamy już?
- Nie jestem w stanie teraz czegokolwiek szukać, ten palant wyprowadził mnie kompletnie z równowagi - mruknęła z rozpaczą w głosie i skierowała się w stronę wyjścia ze sklepu. - Odechciało mi się wszystkiego. Hestia, chcę do domu, do Pandy.
- Tylko nie jęcz Promyczku, nie ma co przejmować się tymi zadufanymi arystokratami. Chodźmy lepiej na coś smacznego. - Puściła przyjaciółce figlarnie oko. - Tom na pewno coś dla nas znajdzie spod lady...
- Nie, nie, nie mam zamiaru iść do orzecha włoskiego, jeszcze niechcący zacznę się na nim wyżywać. Wolę wrócić do domu i poprzytulać Pandę, przynajmniej on jest wyrozumiały - roześmiała się, złość powoli jej przechodziła.
- Jak chcesz, ale czuję się poszkodowana: tylko dlatego, że podczas naszej wycieczki spotkałaś Malfoya nie chcesz spędzić ze mną reszty dnia - pogroziła czarnowłosej palcem. - Musisz mi to jakoś wynagrodzić.
- Z chęcią jeszcze dzisiaj, ale po południu. Póki co muszę się uspokoić - spojrzała na towarzyszkę z niemym wyrazem prośby o przebaczenie. - I to naprawdę uspokoić, dawno nikt nie wyprowadził mnie z równowagi tak jak on.
- I pomyśleć, że połowa Hogwartu za nim szaleje...
- A druga połowa? - Natalie spytała tylko dla zasady z góry znając odpowiedź.
- Za Potterem. - Blondynka udała zachwyt nad samym wymówieniem jego nazwiska. - Do której połowy ty należysz, Promyczku?
- Do mniejszości, kocham jedynie Pandę. Ale jeśli miałabym już wybierać to wiadomo, że do tej od Pottera, trudno zaprzeczyć, że jest przystojny. Ty mam nadzieję tak samo?
Blondynka nie odpowiedziała od razu. Żaden z nich nie doprowadzał jej do niekontrolowanego chichotu jak u małolat, ani też szybszego bicia serca czy też ciągłego myślenia o nim, niczym u starszych przedstawicielek płci żeńskiej. Jednak gdyby musiałaby wybrać, to słynny 'chłopiec, który przeżył' odpadał na wstępie, pomimo tych ciepłych zielonych oczu, które czasem przez przypadek spotkały się z jej wzrokiem i wesołego, nieśmiałego uśmiechu igrającego często na jego buzi nie był najzwyczajniej w jej typie, pozostawał więc...
- Malfoy. - Nawet nie zdawała sobie sprawy, że powiedziała to na głos.
- Co?! - Natalie zatrzymała się w pół kroku spoglądając na przyjaciółkę z rozdziawioną buzią.- Co ty powiedziałaś?! Po tym co mi zrobił? Po tym co powiedział o tobie jego ojciec, ty mówisz, że należysz do tej połowy zachwycającej się Malfoyem?!
- Miałam wybrać któregoś z nich dwóch. Wybrałam więc jego.
- Hestia, Hestia, jestem przerażona. Teraz tym bardziej potrzebuję przynajmniej połowy dnia na uspokojenie się.
- Obiecałaś mi się odwdzięczyć. - Palcem wskazała oskarżycielsko na przyjaciółkę.
- Wyznanie zachwytu nad Malfoyem nie wpływa zbyt dobrze na twoją elokwencję.
- Za to twoje nad Potterem dobrze służy - odgryzła się miodowowłosa z uśmiechem.
- OK, OK, już nic nie mówię. Ale odwdzięczę się, bez obaw. Dziś koło osiemnastej u mnie, co ty na to?
- Będę punktualnie wraz z jakimś prezentem dla Pandy - Hestia roześmiała się.
- W takim razie wybacz mi, ale teraz podążę do domu uspokoić się i uprzedzić rodziców o twojej wizycie. - Cmoknęła przyjaciółkę w policzek i czym prędzej zniknęła w tłumie ludzi.
Hestia jeszcze przez chwilę patrzyła za krótkimi, sterczącymi, czarnymi włosami przyjaciółki migającymi między przechodniami, po czym odwróciła się i skierowała w stronę Dziurawego Kotła. Gdy weszła do mrocznego i ponurego pomieszczenia, w jego wnętrzu natychmiast zrobiło się jakoś pogodniej. Zielona, długa i powiewająca spódnica oraz żółciutka koszulka upodabniały ją do kwitnącego kwiatu.
Od razu podeszła do baru, jednak Tom nie uśmiechnął się. Patrzył na nią nieodgadnionym wzrokiem. Dopiero po odejściu klienta nachylił się do Hestii i syknął prosto do ucha:
- Czy wyście kompletnie zgłupiały? Wydzierać się tak na środku publicznego miejsca? Był tu Malfoy z synem...
- Co proszę?! Tutaj, u ciebie?! - Hestia patrzyła na niego z zaskoczeniem, wszystko to zaczynało jej się coraz mniej podobać.
komentarze odautorskie
komentarze [0][1] Zaczynam od początku, przenoszę cały swój dobytek pod nowy adres. Zmiana adresu SMS jak dla mnie jest niewykonalna toteż trzeba było w sposób tak banalny. Ponadto nawarstwiło się kilka niemiłych dla mnie spraw, na które na chwilę obecną nie mam czasu, ani głowy. A nie zdać matury z błahego powodu, jakim jest moja nadmierna nadwrażliwość, nie chcę. To tyle gwoli wyjaśnienia.
___________________________________
Długowłosa blondynka o szarych oczach, idąca w stronę Dziurawego Kotła, nie była żadną pięknością. Miała ciekawą urodę, ale całkowicie przeciętną. Z uśmiechem pomachała ponuremu barmanowi ręką okrytą czerwona rękawiczką bez palców, bezgłośnie wymówiła jakieś słowa doprowadzając go do pomruku aprobaty, po czym wyszła na oblaną słońcem gwarną ulicę. Ulica Pokątna; od końca roku szkolnego nie była tutaj ani razu, pomimo iż mieszkała zaledwie kilkanaście kilometrów stąd. Wakacje jednak kończyły się, przyszedł już list z Hogwartu ze spisem nowych książek, trzeba było więc wreszcie odwiedzić to cudowne, według niej, miejsce. Hestia, gdyż tak było na imię naszej bohaterce, swoje pierwsze kroki skierowała do znajdującego się w zasięgu wzroku sklepu Madame Malkin. Zamierzała kupić sobie nową szatę, gdyż stara była tak wyświechtana, że żal było na nią w ogóle patrzeć.
- Hestia! - Za sobą usłyszała znajomy, wysoki głosik, odwróciła się by ujrzeć właścicielkę tegoż, Natalie Sunshine. Przyjaciółka Hestii była jej całkowitym jej przeciwieństwem - niziutka, nieco pulchniutka, ale w sposób uroczy, o czarnych, króciutkich włosach i tego samego koloru oczach, a do tego o urodzie tak olśniewającej, że połowa chłopaków w Hogwarcie szalała za nią. Dziewczę to jednak nic sobie z tego nie robiło, będąc wierne wyłącznie swojemu oddanemu kotu o nieadekwatnym imieniu Panda oraz Hestii właśnie.
- Hestia, wreszcie! Prawie zapomniałam jak wyglądasz. - Czarnowłosa rzuciła się w jej ramiona ginąc w długich, falowanych, miodowych włosach Hestii. - Czułam, że dziś tu przyjedziesz, moje wewnętrzne oko jest nieomylne.
- Tak, tak, Natalie, powtarzasz mi o tym codziennie wręcz, nawet w listach - roześmiała się. - W nocy, o północy bym o tym pamiętała.
- Coś ty za tekst wynalazła z tą nocą? - Czarnooka uniosła brew z zainteresowaniem.
- Mugole tak mówią, mają mnóstwo ciekawych powiedzonek, które przebijają nasze... Z chęcią po Hogwarcie poszłabym na mugoloznawstwo, wiesz?
- Ale twoi rodzice chyba się na to nie zgodzą, nie sądzisz?
- Wiem, wiem, będą oczywiście znów przypominać mi, że jestem czystej krwi i nie powinnam zadawać się z mugolami, a tym bardziej pracować w takim miejscu, gdzie połowa czarodziei jest półkrwi - dziewczyna skrzywiła się potrząsając jednocześnie głową. - Dla nich i tak już wystarczającym wstydem jest to, że należę do Gryffindoru, a nie jak cała rodzina, do Slytherinu...
- Więc jak, zdecydujesz się? - Natalie złapała przyjaciółkę za rękę i podprowadziła do ławki stojącej nieopodal wcześniej upatrzonego przez Hestię sklepu, po czym usadziła ją i objęła troskliwie. - Przecież to twoje życie, masz prawo sama decydować, niezależnie od tego czy masz czystą krew, czy nie.
- Łatwo ci powiedzieć Promyczku*, twoi rodzice pomimo, iż czystokrwiści, nie myślą tylko o tym i są tolerancyjni, zarówno wobec mugoli, jak i półkrwistych, moi natomiast mają obsesję, aż dziw, że ja i Apollo nie przejęliśmy tego po nich...
- A właśnie, jak tam Apollo? Wszystko nadal w normie?
- Wydaje mi się, że tak, Slytherin jak na razie nic go nie zmienił, ale teraz wchodzi w taki wiek, że kto wie... - blondynka rozglądnęła się nerwowo dokoła. - Do tego rodzice zaczynają go podjudzać, jak są sami opowiadają mu o tej cholernej czystości, o wyższości naszej rasy, o moim błędnym postępowaniu i zbytnim spoufalaniu się z półkrwistymi. Porażka.
- Nie przejmuj się kochana, proszę. Apollo nie jest głupi, ma swój rozum, sam zdecyduje, czy faktycznie źle postępujesz.
- Tak myślisz? Naprawdę? - spojrzała uważnie na przyjaciółkę.
- Oczywiście! Jestem o tym przekonana. Moje wewnętrzne oko mi to mówi - uśmiechnęła się krzepiąco. - Ale skończmy lepiej ten ponury temat, co masz dziś w planach na Pokątnej?
- Wiem, wiem Natalie, panikuję niepotrzebnie. Już nic nie mówię, nie będę krakać...
- Co?! Dlaczego masz krakać?
- Ach, pomyśl, mugolskie powiedzonko - miodowowłosa udała zbulwersowaną.
- I...
- I oznacza, że nie należy mówić czegoś pesymistycznego, aby w razie czego się nie spełniło.
- Oni są dziwni, przysięgam.
- Są inni, ale nie dziwni, Natalie, a to, że.. .- zapowiadające się przemówienie przerwała szybko czarna zatykając usta towarzyszce.
- Pytałam się, jakie masz plany na Pokątnej?
- Jesteś bezczelna, Natalie, dziwię się, że wytrzymuję z tobą tyle lat. Najpierw Madame Malkin, potem księgarnia, a na koniec idę jeszcze do Toma na moment.
- Do tego orzecha włoskiego z Dziurawego Kotła?
- NATALIE?!
- No co, nic nie poradzę na to, że jest tak pomarszczony jak stary orzech - dziewczyna z trudem powstrzymywała śmiech pod wściekłym wzrokiem przyjaciółki. - Ale czekaj, mówiłaś coś o Madame Malkin? Uwielbiam Madame, uwielbiam jej szaty, uwielbiam w ogóle ciuchy - krzyknęła uradowana.
Hestia popatrzyła się tylko krytycznie na siedzącą obok niej fanatyczkę wszelkich ubrań, po czym złapała ją za rękę i skierowała w stronę wspomnianego sklepu. W środku było jak zwykle mnóstwo ludzi, a jego właścicielka uwijała się między kolejnymi klientami, błyskawicznie wymyślając i przygotowując dla nich odpowiednie szaty. Natalie i Hestia - jak można się domyśleć, obie Gryfonki - skierowały się w stronę szat szkolnych, oglądając każdą po kolei, jednak wciąż kręcąc głowami z niezadowoleniem.
- Może w czymś pomóc młodym damom? - za sobą usłyszały zadowolony głos Madame Malkin. - Szkolne szaty, jak mniemam?
- Tak, tak, potrzebna mi nowa szata, na poprzednią nie można już patrzeć, a co dopiero pokazać się w szkole - uśmiechnęła się blondynka.
- W takim razie zapraszam na stołeczek - machnęła różdżką i obok Hestii pojawił się niewysoki taborecik, na który ta zgrabnie wskoczyła.
- Hmmm, szukamy szkolnej szaty, a szkoda, mamy mały wybór kolorystyczny - właścicielka sklepu kręciła się dookoła stojącej na taborecie dziewczyny zastanawiając się intensywnie. - Co ja mówię, nie mamy żadnego, muszą być czarne. Mam nadzieję, że w końcu zniosą te wymogi, Albus już jest do tego skłonny, ale ministerstwo wciąż jest temu przeciwne...
Natalie oparta o jeden z wieszaków uśmiechała się pobłażliwie pokazując coś na migi stojącej na stołku Hestii, jednocześnie rozglądając się za jakąś szatą dla siebie. Tymczasem Madame ocknęła się i ponownie skupiła na klientce.
- Jaki dom?
- Gryffindor.
- W takim razie tę szatę - tu machnęła różdżką, a na Hestii pojawił się czarny, dopasowany kawałek materiału - musimy przyozdobić albo złotem, albo żółcią, albo czerwienią. Nie, do twojej urody żółty odpada, złoty będzie się zlewał z włosami. Zostaje czerwony... Tak dobrze, będziesz wyglądała na mniej bladą. Szkoda, że panienka nie jest ze Slytherinu, zielony kolor doskonale by złamał chłód tych szarych oczu...
- Madame Malkin, czy sądzi pani, że wszyscy, którzy mają szare oczy sprawiają wrażenie chłodnych? - zza jej pleców wyłonił się wysoki, górujący nad większością czarodziejów mężczyzna o długich włosach w kolorze blond, które wpadały wręcz w odcień bieli. - A tym bardziej powinni należeć do Slytherinu?
- Och, tak, tak, panie Malfoy. Siłą rzeczy barwy Slytherinu najbardziej pasują do takich osób - uśmiechnęła się zadowolona. - Czy jest dziś Draco? Potrzebuje jakichś szat?
- W swoim czasie Madame, na razie tylko się przechadzamy, prawda synu?
- Tak ojcze, niezaprzeczalnie, uwielbiamy spacerować po Pokątnej - młody, niesamowicie podobny do ojca chłopak uśmiechnął się złośliwie przyglądając się z ciekawością Natalie, która widząc na sobie wzrok młodego arystokraty przybrała kuszącą pozę, pomimo że nawet bez niej przyciągała spojrzenia.
- Och, Sunshine, ty tutaj? I to bez swojej Pandy? Nie wierzę, muszę zapisać to w swoim pamiętniku - roześmiał się ironicznie. Jego ojciec zachowywał się, jakby nie słyszał słów syna.
- Prowadzisz pamiętnik?
- Tak, Sunshine i spisuję tam wszystkie moje podboje miłosne oraz plany złapania następnych. Od ostatniego czasu nie rozpisuję się nad niczym innym jak nad tobą, po prostu marzę przespać się z tobą i twoją Pandą, to takie perrrwerrrsyjne, nie sądzisz?
- Prostak - mruknęła obrażona natychmiast powracając do normalnej pozycji.
- Kogo tu widzę, Hestia Tangle, jakże miło cię wreszcie spotkać - Lucjusz Malfoy postanowił umilić sobie zaczepki syna krótką pogawędką. - Od sześciu lat chodzisz do szkoły razem z moim potomkiem, od twojego urodzenia znam się z twoimi rodzicami, a mimo to nie było okazji cię poznać...
- Rodzice wolą przedstawiać mojego brata - mruknęła modląc się w duszy, aby Madame pospieszyła się i dała jej się oddalić jak czym prędzej od tych dwóch nadętych arystokratów, którzy zapewne za chwilę zaczną gadać o czystości krwi.
- Taak, Apollo, przypominam sobie - uśmiechnął się, jednak jego oczy nadal pozostały zimne i lustrowały stojącą na stołku dziewczynę. - Podobno jest wszechstronnie uzdolniony?
- Bajki i bujdy. To takie mugolskie powiedzenie - dodała widząc unoszącą się powoli brew mężczyzny. - Rodzice wyolbrzymiają jego umiejętności.
- Ty natomiast jesteś wielce niedoceniana?
- Nie skądże - szare oczy powędrowały w stronę, będących na tym samym poziomie co jej, oczu Lucjusza. - Skąd ten pomysł?
- Przebrzmiewa przez ciebie zazdrość, zawiść, żal - uśmiechnął się protekcjonalnie.
- Możliwe, ale to wyolbrzymione, ja tylko nie lubię, gdy uważa się mnie za gorszą tylko dlatego, że trafiłam do Gryffindoru a nie Slytherinu, a ponadto uważa, że moja tolerancja dla półkrwistych i mugoli jest jakąś wstydliwą chorobą - podniosła nieco głos nie zdając sobie z tego sprawy. Młody Malfoy spojrzał na nią z pogardą pomieszaną z uznaniem, mało kto odważyłby się podnieść nawet tak minimalnie głos przy jego ojcu.
- Z pewnoscią byli zawiedzeni, skoro od lat każdy kto należał do rodziny Tangle'ów należał również do Slytherinu... W końcu, nazwisko zobowiązuje**
- Powinni mnie docenić taką jaką jestem, a nie jaką powinnam być - jej głos nadal delikatnie się unosił, protekcjonalny głos Malfoya seniora irytował ją, jego zimny, stalowy wzrok obserwujący ją uważnie przeszkadzał, a ironiczny uśmiech jego syna doprowadzał wręcz do szału.
- O tak, z pewnością. Przecież najważniejsze, że jesteś czystej krwi, chyba powinienem im to przypomnieć - po raz kolejny uśmiechnął się.- Postaram się zainterweniować, panno Tangle, to naprawdę wzruszające, że zwierzyłaś mi się ze swoich problemów...
- To nie były zwierzenia - prawie krzyknęła.
- ...Niestety w Hogwarcie nie będzie mnie na miejscu, w Ministerstwie jest teraz mnóstwo pracy. Ale zawsze możesz iść do Dracona, z chęcią cię wysłucha i wesprze, w genach ma tyle po mnie, będziesz czuła się jakbyś rozmawiała ze mną - uśmiechnął się zimno, jednak w jego głosie nie potrafiła wyczuć jakiejkolwiek ironii. - Ponadto zawsze możesz przyjechać z Draconem w wolnym czasie do naszej rezydencji. Zapewniam cię, że moja małżonka byłaby zachwycona móc porozmawiać z córką Tangle'ów, a nawet pomóc jej, czy też poradzić.
- Pan raczy żartować - prychnęła.
- Nie raczę, przykro mi, Draco może ci powiedzieć, że ja nigdy nie żartuję. - Młody Malfoy uśmiechnął się bezczelnie. - Tymczasem musimy zakończyć naszą miłą rozmowę, obowiązki w ministerstwie wzywają, sama rozumiesz - Lucjusz spojrzał na nią przelotnie. - Synu, skończyłeś rozmawiać z koleżanką?
- Jaką koleżanką, Sunshine jest z Gryffindoru, z takimi nie ma o czym dyskutować ojcze, co najwyżej o pandach - zaśmiał się wrednie, po czym skierował się do Lucjusza. Był od niego niewiele niższy, miał identyczny kolor włosów - blond wpadających prawie w biel, stalowe, zimne oczy oraz ironiczny uśmiech. Mijając blondynkę szepnął:
- Tangle, Tangle, jak to dźwięcznie brzmi... Pasuje do Dracon, nieprawdaż? Ale do Sunshine urodą ci daleko, więc wybacz, na nazwiskach się skończy - zaśmiał jej się prosto w twarz i ruszył w stronę ojca. W oddali Natalie wraz z Hestią usłyszały jeszcze:
- Synu, doprawdy, Parkinson przy niej wydaje się być pustą dziewczyną... Może i nie wygląda jak Sunshine, ale przewyższa Parkinson o ponad głowę... Tylko te jej dziwne przekonania dotyczące brudnej krwi, doprawdy, jak Antoniusz mógł do tego dopuścić, za błędy w wychowaniu powinno się odpowiadać przed Czarosądem... Ale rzeczywiście, w zielonym byłoby jej do twarzy...
___________________
*Sunshine to po polsku Promyk
**Tangle, po polsku znaczy tyle co wężowisko
komentarze odautorskie
komentarze [0]